Dlaczego zawód nauczyciela tak bardzo drażni społeczeństwo
„Jak ci tak ciężko w tej pracy, to ją zmień”
„Idź do Biedronki na kasę, jak tak ci źle”
„Pracują 18h, wolne, płatne wakacje, a i tak wiecznie niezadowoleni”
Kto z nas nie słyszał choć jednego z tych zdań, nawet jeśli nie bezpośrednio, to w opowieściach innego nauczyciela? Pojawiają się w sieci (a czasem i twarzą w twarz) najczęściej w momentach, w których nauczyciele zaczynają mówić o tym, co ich zawodowo męczy, frustruje czy irytuje. Są odpowiedzią na posty, wpisy i komentarze, gdzie ktoś pracujący w oświacie w końcu wyrzuci z siebie to, co czuje, co w nim zalega lub, najzwyczajniej w świecie, jaki ma nastrój i refleksje danego dnia po pracy.
Te wpisy piszą ludzie – często również rodzice, których dzieci właśnie uczęszczają do szkoły czy przedszkola. A skoro tak piszą, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w zbliżony sposób wypowiadają się również w swoich domach, przy dziecku.
Jak już się zapewne domyślasz, trudno w takiej sytuacji budować zgodną i dobrą współpracę z rodzicem, opartą na wzajemnym szacunku, gdy tego szacunku tu brakuje. Niemożliwe jest również budowanie autorytetu wśród uczniów, kiedy na co dzień słyszą słowa, które ten autorytet podważają.
Nigdy nie usłyszysz ode mnie, że wszyscy nauczyciele są święci, a rodzice źli. Znam, niestety, wielu nauczycieli, którzy kompletnie nie nadają się do wybranego przez siebie zawodu (dlatego frustracja rodziców jest czasami jak najbardziej zrozumiała), tak jak i spotkałam na swojej zawodowej drodze wielu cudownych, ciepłych i otwartych rodziców, z którymi współpraca była czystą przyjemnością.
To, co chcę powiedzieć, to że nie znoszę generalizacji (tak samo jak nie cierpię odpowiedzialności zbiorowej w klasie).
Każdy z nas z pewnością miał w swoim życiu nieprzyjemne lub wręcz okropne doświadczenia ze szkołą. To niestety brutalna prawda. Jednak mam wrażenie, że tak samo doświadczyliśmy kiedyś nieprzyjemności u lekarza, w banku, sklepie spożywczym czy w urzędzie. Mimo wszystko to na pracowników oświatowych wylewa się najwięcej hejtu w sieci, a przynajmniej takie są moje odczucia.
Czy to kwestia tych nieustannie przewijających się w przestrzeni publicznej 18h?
Doświadczenia życiowe osób piszących komentarze?
Zbyt duże nagromadzenie wpisów o trudach pracy nauczyciela w krótkim czasie?
A może dotyczy to też innych zawodów w podobnym stopniu, tylko my – nauczyciele, tak tego nie dostrzegamy?
Tego nie wiem.
Wiem jednak, że mało który zawód wzbudza tyle kontrowersji, a jednocześnie niechęci społeczeństwa. To przykre. Bo wielu z nas naprawdę wciąż chce, wciąż nam zależy.
Choć rozumiem, dlaczego niektórzy powiedzieli: dosyć.